Shop More Submit  Join Login
×

More from deviantART



Details

Submitted on
June 1, 2009
File Size
14.1 KB
Thumb

Stats

Views
272
Favourites
1 (who?)
Comments
4
×
Zapewne dziwi Cię, drogi Znalazco, odkrycie tego skrawka papieru w takim miejscu.
Listy bez adresata rzadko znajdowane są w opuszczonym domu. Jak znam wasz ludzki świat, jesteś pewnie bezdomnym, policjantem albo nastolatkiem. Nieważne. To, kim jesteś, nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Jesteś moim Adresatem, to dla Ciebie przeznaczony jest ten list.

Bez zbędnego owijania w bawełnę, chciałbym przejść do konkretów. Nie rozmawiałem z nikim szczerze od bardzo dawna. Czuję, że nadszedł na to czas. Przedstawię Ci historię mego życia. Najpierw wypadałoby się jednak przedstawić.
W czasie swego długiego życia nazywano mnie w różnoraki sposób. Nie zawsze były to imiona, często obrzucano mnie wyzwiskami. Moim prawdziwym imieniem było jednak zawsze imię Wilfred. Wydaje Ci się ono dziwne. Oryginalne i śmieszne zarazem. Lecz kilka wieków wcześniej, w czasach, gdy się narodziłem, było to imię pospolite. Wilfred McIntosh, pochodzący z Wysp Brytyjskich. Urodziłem się w czasach wojowników, rycerzy, królów. Nie musisz znać dokładnej daty. Wiedzy jedynie, że było to w Średniowieczu.
Wyobrażam sobie wyraz Twej twarzy. Politowanie? Szyderczy uśmieszek? Czy może zdziwienie, że w tak poważnie zaczętym liście, komuś zebrało się na żarty.
Cóż, możesz traktować to jako opowiadanie zrodzone w ludzkiej wyobraźni. Lecz zapewniam Cię, lepiej mnie zrozumiesz, gdy potraktujesz list jako biografię.
Pochodzę z rodu średnio zamożnych szlachciców, słynnego z walecznych mężczyzn. Nie władaliśmy wielkimi obszarami, jednak do mej rodziny należały dwie wioski. Pozwalało nam to na godne życie, zgodne z wyznawana przez nas wiarą.
Ja jednakże wyprzedzałem swoje czasy. Nie byłem wojownikiem. Z trudem unosiłem miecz, a strzelając z łuku, jedyną osobą, którą mogłem w ten sposób zranić, byłem ja sam. Miałem jednak doskonałe zadatki na barda. Z łatwością operowałem słowem i nutami. Byłem romantykiem, co zrozumiałem dopiero po kilku wiekach, gdy nadeszła właściwa mi epoka.
Zarówno ojciec, jak i reszta rodziny, nie pochwalali mych zainteresowań. Byłem szykanowany, traktowany jako ktoś gorszy. Także istota, którą pokochałem, nie potrafiła tego zrozumieć. Byłem samotny.
Przepełniony rozpaczą chciałem się zabić. Pewnego wieczoru pojechałem do naszego domku myśliwskiego. Zamknąłem się w nim, a sztylet tkwił w mej dłoni.
Wydaje Ci się to pewnie banalne. I mnie takie się wydaje z perspektywy czasu.
Nie potrafiłem jednak odebrać sobie życia, w obawie przed Bogiem. Siedziałem na podłodze rozpaczając, gdy wtem, ktoś zapukał do mych drzwi. Schowałem sztylet, otarłem łzy i otworzyłem.
Mym gościem był niezwykle wysoki (sądząc po ubiorze) szlachcic, o niezwykle bladej cerze i jasnych, prawie białych włosach. Delikatnym głosem oznajmił, iż jego koń złamał nogę w ciemnościach. Zaprosiłem go do środka i podałem wino na rozgrzanie. Byłem tak rozkojarzony, że nie zwróciłem uwagi na fakt, że jak na kogoś, kto spadł z konia, ubranie miał nieskazitelnie czyste.
Rozmawialiśmy długo. Miał piękne oczy, które wydawały się mnie hipnotyzować. To by tłumaczyło dlaczego tak szczerze z nim rozmawiałem. Po jakimś czasie znał historię mego życia. Przyznałem mu się nawet do mych samobójczych zamiarów. Długo potem wpatrywał się we mnie w milczeniu, odstawiwszy kielich. I wtedy wyjawił mi tajemnice nie przeznaczone dla uszu śmiertelników.
Nie był człowiekiem. Dowiódł mi tego, ukazując swoje długie, białe kły. Twierdził, że wyczuł strach i śmierć wiszącą nad tym domem, dlatego zboczył z trasy i zapukał do mych drzwi.
Z początku chciałem z nim walczyć, zgładzić bestię w imię Boga. Szybko jednak wytrącił mi broń i obezwładnił. Lecz nie ugryzł mnie, nie od razu. Wrócił na krzesło i złożył mi propozycję. Oferował mi siłę, zdolności, nawet nieśmiertelność. Bałem się. Chciał, bym został antychrystem, wampirem. Bałem się go tak bardzo, że się zgodziłem.
Wyssał moją krew. Czułem jak uchodzi ze mnie życie. A gdy padłem ledwie przytomny na ziemię, przegryzł swój nadgarstek i przyłożył go do mych ust. Piłem łapczywie, nie myśląc o tym co robię. Piłem, mimo iż jego krew paliła mój przełyk i wykręcała wnętrzności. Wtem, zapadła ciemność.
Obudziłem się następnej nocy. Wampir wciąż czuwał koło mnie, z lekkim uśmiechem na twarzy. Czułem się inaczej. Mój wzrok był doskonały, z łatwością przenikał ciemności. Słuch wyławiał każdy szmer. Ale nie to było najważniejsze. Nie oddychałem, me serce nie biło. Czułem tylko głód. Umarłem jako 19 – latek. I w tym samym ciele pozostałem przez następnych kilka stuleci.
Tej samej nocy zabiłem po raz pierwszy. Mój nowy ojciec, Mordred, zaczął mnie uczyć.
Z początku się bałem, wstydziłem się tego czym się stałem. Lecz po kilku latach zacząłem rozumieć. Zrozumiałem, że taki jest początek rzeczy. Że na świecie istnieją siły złe, istniały od wieków. Widocznie mym przeznaczeniem było zostać jednym z demonów. Ale brew temu, co możesz wyżej przeczytać, wciąż wierzyłem. Nie wyznawałem Boga. Wiedziałem, że nie mogę tego robić, byłoby to bluźnierstwo. Ale wiedziałem, że gdzieś tam jest. Nie mogłem zbliżyć się do osób o wielkiej wierze. To właśnie to, wbrew powszechnym opiniom, razi wampiry. Nie krzyż. To osoba, która go dzierży i to co ma w sercu.
Skoro jestem już przy krzyżu. Chyba czas zweryfikować wszelkie plotki i zabobony krążące o nas, wampirach. O dziwo, sporo z nich to prawda. Woda święcona rani nas niczym żrący kwas. Nie możemy wejść do świątyni bożej, lecz plotki o wampirach wdzierających się siłą do domów są bzdurą. Musimy być zaproszeni do środka przez mieszkańca. Fakt – potem możemy wchodzić do woli, jednak ten pierwszy raz musimy uzyskać pozwolenie.
Nie jesteśmy nieśmiertelni. Właściwie, to jesteśmy nieumarli. Ale można nas zniszczyć – słońce, ogień, zniszczenie serca czy głowy…
Bladzi jesteśmy tylko wtedy, gdy nie pijemy krwi od dłuższego czasu. Po posiłku nie jest nas łatwo odróżnić od człowieka.
Wracając zaś do mej historii. Wiele lat podróżowałem z mym Ojcem. Wtajemniczał mnie we wszelkie sekrety mego życia po życiu. Zagłębialiśmy się w rozkoszach dostępnych tylko dla nas. Bawiliśmy się w myśliwych, z upojeniem pochłaniając słodką krew naszych ofiar. Tym smaczniejszą, im więcej płynęło w niej strachu. I im młodsza była ofiara.
W swym, nazwijmy to, życiu miałem okres totalnego zapomnienia. Kompletnie poświęciłem się zaspokajaniu swych pragnień, żądz. Nawet mój Ojciec zaczynał się mnie bać.
Okazało się, iż słusznie. Stałem się bestią, potworem z nocnych koszmarów. Pewnego razu, około 100 lat po mych ponownych narodzinach, napadłem sierociniec. Teraz ze wstydem wspominam tamto zdarzenie, jednakże wtedy… byłem inny. Zamroczony pragnieniem młodej krwi wybiłem wszystkie żywe istoty, które znalazłem w budynku. Ojciec próbował mi przeszkodzić. Wpadłszy w szał zaatakowałem go z furią. Odniosłem ciężkie rany, jednakże dzięki krwawej uczcie byłem silny. Mój Ojciec nie przetrzymał mego ataku. Stałem się wolny. Bez Ojca, mego Pana, stałem się prawdziwym Królem Nie – Życia.
Jednak tamtej nocy coś we mnie zaszło. Jakaś zmiana. Być może obudziło się moje sumienie, człowieczeństwo. Zacząłem czuć się winny. Początkowo nieznacznie, jednak z każdym dniem, miesiącem i rokiem to uczucie się wzmacniało.
Wtedy to natrafiłem na grupę innych wampirów. Poszukiwali czegoś, a ja byłem niezwykle silnym wampirem. Już wtedy, w XV wieku, opanowałem niemal wszystkie zdolności dostępne memu rodzajowi. Przyjęli mnie z otwartymi ramionami. Okazało się, iż poszukują tajemnych ksiąg, zawierających tajemnice magii. Przedtem magia wydawała mi się bzdurą. Cóż za głupota. Ja, demon, przesycona czarną magią… ja nie wierzyłem w jej istnienie. Lecz znaleźliśmy księgi. A studiowanie ich pozwalało mi zagłuszyć ból.
Po kilkunastu latach odłączyłem się od grupy i zacząłem wieść samotne życie. Sam szukałem ksiąg i starszych wampirów mogących mi pomóc swą wiedzą. I znajdowałem to wszystko. Żyłem w cieniu ludzi, udając jednego z nich. Gdy ktoś odkrywał mą tajemnicę zabijałem go, lub modyfikowałem jego pamięć przy pomocy poznanych wcześniej czarów.
Nie ma sensu opowiadać Ci w jaki sposób się uczyłem. Co musiałem poświęcić i jak dużo czasu mi to zajęło. Ale wiedz, że stałem się potężny. Poznałem sekrety życia i śmierci. Mogłem ochronić się przed tym, co raniło mój gatunek. Nawet światło nie było mi dłużej straszne, chociaż czasowa odporność na nie wymagała długich rytuałów. Mogłem przyzywać demony z głębin Piekieł i tworzyć inne rodzaje nieumarłych.

Ale jest pewna zasada panująca w naszym świecie nocy. Im dłużej żyje wampir, tym bardziej umiera w nim ludzka część. Z każdą wypitą kroplą krwi uchodzi z niego opanowanie i rozsądek. Wiele starożytnych wampirów zginęło, gdy opanowało je szaleństwo. Gdy zatraciły ostatecznie swą duszę.
Dzięki mrocznej magii udało mi się zachować świadomość dłużej niż większości. Ale czuję, że nadchodzi mój kres. Widzisz lustro na ścianie? Przyjrzyj się zdjęciom wokół niego. Miejsce można nazwać domem, tylko wtedy, gdy zostawia się w nim część siebie. Stałem się sentymentalny, a wampir nie powinien taki być. Nawet jeśli na żadnym zdjęciu nie ma mnie (wampira nie można sfotografować)… to jest to dowód na me pragnienie bycia człowiekiem. Nawet moja moc nie może przywrócić mi życia. Tylko Bóg potrafiłby to zrobić… a ja odwróciłem się od niego wiele lat temu.
Kończę. Czuję na swych barkach ciężar przeżytych wieków. Czuję pustkę w sobie. I zimno. Wychodzę na dach, obejrzeć ostatni w mym życiu wschód słońca. Tak bardzo tęskniłem za tym widokiem.

Szkoda, że nie znajdziesz mego ciała na potwierdzenie czytanych właśnie słów. Zmienię się w pył, a wiatr rozwieje mnie po świecie. Nie boję się Piekła. Mam je tutaj, ze sobą. Zastąpiło mą duszę. Głupcem jest ten, kto sądzi, że bycie wampirem jest cudowne. Że w ten sposób oszukuje śmierć i zdobywa potęgę. Zapomina, że musi za to zapłacić wysoką cenę. Cierpi tak, że każdego dnia w głębi splugawionej duszy modli się o śmierć.

Żegnaj.
Sir WILFRED McINTOSH

PS
Jeśli Cię to interesuje, a jak znam ludzką naturę tak jest, w sąsiednim pomieszczeniu jest trochę pamiątek z mego życia. Magiczne księgi zniszczyłem. Lecz to, co zostało, jest trochę warte. Jeśli chcesz wiedzieć jak wyglądałem, zajrzyj do następnego pomieszczenia. Stoi tam popiersie, które kazałem wykonać jakiemuś młodemu artyście.
Wybaczcie, jeśli są jakieś literówki.
Add a Comment:
 
:iconookami-zone:
ookami-zone Featured By Owner Jun 15, 2009
o to :P
Reply
:iconookami-zone:
ookami-zone Featured By Owner Jun 1, 2009
Literówkę jak sądzę zauważyłam tylko jedną, ale to kij, dzięki za Hellsinga ;) Zdaje się, że nie miałam okazji jeszcze przeczytać tego opowiadania.
To kiedy pełnia księżyca? 7 czerwca czy jakoś tak?
Reply
:iconpwcca87:
pwcca87 Featured By Owner Jun 1, 2009
Ile razy czytam swoje teksty zawsze znajdę jakiś błąd, więc jedna literówka to nie tak źle:p.
Hellsinga polecam, anime również. Nie znam się na mandze, ale uwielbiam klimat Hellsinga.
Reply
:iconookami-zone:
ookami-zone Featured By Owner Jun 1, 2009
Od jakiś 15 minut ja też ^^
Reply
Add a Comment: